|
|
niedziela, 10 kwiecień 2011, 19:47
nie rozumiem facetów....
|
no nie rozumiem facetów....
usłyszałam na "poważnej rozmowie" o rozstaniu 2 tygodnie temu, że jest mu ze mną ogólnie dobrze, ale ma takie ciche przeczucie, że może coś go lepszego spotkać w przyszłości i że to nie to jednak chyba - w wolnym tłumaczeniu, bo słowo w słowo nie powtórze... i, że być może ja trace z nim czas podczas którego mogłabym poznać kogoś innego. i weź tu coś zrozum... potem powiedział, że chyba nie chce sie rozstawać a 2 dni później pisze, że nie jesteśmy dopasowani....
czy ktoś mi to wytłumaczy?... |
|
Komentarzy:
1
|
|
piątek, 25 marzec 2011, 22:28
masakra...... :(
|
Człowiek się pozbierał po wcześniejszym bolesnym rozstaniu...
Zaczął mieć nadzieję, że wszystko powoli zacznie się układać....
Zakochiwał się z każdym dniem bardziej w nowym chłopaku...
Aż przychodzi taka chwila - dzisiaj - że słyszy, że ta osoba nie jest pewna tego
co czuje do ciebie... że brakuje "elektryczności"...
"Tego czegoś" ??? :(
Co jest ze mną nie tak, że moi faceci ode mnie odchodzą?
Czemu życie nie może być proste? szczęśliwe? pełne szczęścia i uśmiechu?
Ehhhh..... |
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 21 marzec 2011, 21:04
Ehhh... smutne to wszystko
|
Przez weekend nocowała u mnie koleżanka z podyplomówki.
Niestety też po bolesnym rozstaniu.
Tylko, że u niej sprawy zaszły dalej - bo była już wyznaczona data ślubu na kwiecień, kupiona suknia ślubna, opłacony ksiądz itp...
Masakra.
Skąd się bierzez teraz tyle rozstań?
Czy to faceci są niedojrzali i niegotowi do "poważnych" związków?
Nie są jeszcze gotowi do ślubu, ale do życia na kocią łapę to już tak?
Czy może to dziewczyny są jakieś zołzy, które dręczą swoich mężczyzn tak, że aż uciakają?
Smutne to wszystko....
|
|
Komentarzy:
0
|
|
czwartek, 17 marzec 2011, 22:23
Co się działo przez te wszystkie lata "ciszy"....
|
|
Nie wiem czemu przestałam pisać tego bloga. Chyba po prostu po trochu mi się nie chciało, po trochu byłam zalatana... Szukaniem pracy,
kłopotami itp.
Co się działo?
Zaczęło się wszystko sypać...
Cały czas miałam problem ze znalezieniem stałej (jakiejkolwiek) pracy.
W lutym 2009 roku - w dniu moich urodzin - umarła Korka, piesek skarba
z którym mieszkaliśmy. Mieliśmy już rudego kotka Borysa, którego uwielbiam. W czerwcu w Dniu Dziecka przygarnęliśmy ze schroniska drugiego kocura szaro-burego Benka. Hehehehe to są akurat pozytywne wieści, bo koty dają mi dużo radości.
W sierpniu 2009 skarb zaczął nową pracę - już pożądną biurową. W pracy tej zaprzyjaźnił się z koleżanką. Nie chcę się tu wbijać w szczegóły - powiedzmy, że byłam o nią okropnie zazdrosna. I zaczęły się pierwsze zgrzyty i kłótnie. W pażdzierniku zaczęłam w końcu staż. Mimo dawki pieniędzy nadal mieliśmy problemy finansowe. Zaczęły się robić długi. Nadal była napięta atmosfera z babcią. Niby lepiej ale nadal kicha...
Tak po prawdzie nie wiem co się stało, ale skarb odemnie odszedł....
Pewnego dnia w czerwcu 2010 roku wróciłam do domu i zobaczyłam,
że zabrał wszystkie swoje rzeczy i się wyprowadził... Zostawił mnie bez pieniędzy, z remontem w łazience, na dzień przed rozmową o pracę,
z dużym długiem, ale na szczęście z kotami.
(Człowiek myśli, że zna najbliższą sobie osobę a tu okazuje się, że jest to całkiem obca osoba.... Nigdy bym nie pomyślał nawet, że mogłby się Mój Skarb zachować w taki sposób.... Że byłby w stanie w taki sposób mnie zostawić.)
3 dni wcześniej mieliśmy okropną kłótnię o tą jego przyjaciólkę i w ogóle. Dzień wcześniej mieliśmy za to poważną rozmowę o tym, że wszystko się ułoży, że się postaramy bo się kochamy, że poprawimy nasze kontakty z moją babcią i jego mamą.... Powiedział, że mnie kocha.... A następnego dnia się wyprowadził. Nie miał nawet odwagi czy siły by spojrzeć mi w oczy... Napisał Smsa. 2 dni później oddał mi klucze. Potem jeszcze 2 razy przyjeżdzał i zabierał resztę swoich rzeczy.
Nie chcę opisywać co wtedy się ze mną działo....
Możecie sobie tylko wyobrazić....
Szok, bół, smutek, antydepresanty.
Ale pomogli mi przyjaciele i rodzina. Miałam w nich duże oparcie. Babcia
o dziwo nie chciała się do mnie przeprowadzać, ale pomogła mi finansowo - i nadal mi pomaga. Znalazłam w lipcu nietypową pracę, w której musiałam dużo chodzić i podróżować. Mój przyjaciel zapoznał mnie ze swoimi znajomymi. Poznałam fajne osoby. We wrześniu zaczęłam nową pracę w Urzędzie. Zaczęłam się z kimś spotykać. W listopadzie uznałam, że to nie jest osoba dla mnie i się rozstaliśmy. W styczniu tego już roku odnowiłam starą znajomość i się spotykam z pewnym Misiem - tak go będę nazywać, jeżeli pozwolicie.
Z babcią mam teraz lepszy kontakt - można powiedzieć, że chyba nawet lepszy niż za czasów w których z nią mieszkałam... Jednak ta samodzielność i to, że nie ma już nademną takiej władzy jak kiedyś spowodowało, że możemy normalnie rozmawiać. Nie wtrąca się, akceptuje moje wybory, choć się jej czasem nie podobają.
Z byłym mam kontakt - na swoje nieszczęście....
Niestety nie jestem w stanie z niego zrezygnować... W listopadzie byłam już na tyle "pozbierana", że zaczęliśmy ze sobą pisać na GG "co słychć itp." Spotkaliśmy się 2 razy. Głupio miałam nadzieję, że do siebie wrócimy. Wybaczyłabym mu wszystko!...W końcu był mi w stanie wytłumaczyć co się stało. Nie do końca, ale po części. Wypalił się. Podobno nie miał romansu z tą koleżanką - o co go podejrzewałam między innymi. Cóż pozostaje mi wierzyć. Starałam się zrozumieć co się stało - co zrobiliśmy źle. Podejrzewam, że nie wytrzymał presji, długów, problemów, mojej zazdrości i nie wiem czego jeszcze..
Niemniej w grudniu po naszych rozmowach znowu wróciła depresja -
i znowu przyjaciele mi pomogli. On się też teraz z kimś spotyka. I jest zadowolony. A mnie to boli trochę - chyba urażona duma.
Teraz jest ze mną lepiej. Myślę, że się pozbierałam. Nowy związek daje mi dużo radości.
Mam nadzieję, że będzie już wszystko pozytywnie i takie uczucie pełnego szczęścia wróci do mnie niedługo. Bo czuje szczęście, ale jeszcze chyba nie takie do końca pełne. Jeszcze rana głęboko w sercu gdzieć tam tkwi...
Na dziś koniec.
Pewnie jeszcze będę do tego wszystkiego co się działo wracać - oby nie za często. |
|
Komentarzy:
0
|
|
poniedziałek, 14 marzec 2011, 23:26
znalazłam, przeczytałam i się zasmuciłam....
|
po tylu latach postanowiłam odnaleźć ten blog.
tak więć przypomniałam sobie wszystkie możliwe hasła i go znalazłam... znalazłam i przeczytałam....
i się zasmuciłam, bo moje życie się "trochę" zmieniłao od tego czasu.
a raczej przewróciło się do góry nogami.
nie jestem już ze "skarbem". od czerwca 2010r.
to chyba wystarczy - bo czytając tego bloga doszłam do wniosku, że wszystko kręciło się wokół niego. może to był po części ten błąd? zresztą czy uczucie można nazwać błędem? nie, nie mogę powiedzieć, że to był błąd.
po prostu życie zweryfikowało moje marzenia i plany. nie można nic zakładać i planować oto wniosek.
co się działo opowiem później. dziś już nie mam siły |
|
Komentarzy:
1
|
|
niedziela, 23 listopad 2008, 15:20
|
Dla tych co tu jeszcze czasem zaglądają..... żyję.
Nie jest za dobrze ogólnie-nie obroniłam się i nie mogę znaleść pracy... I to są moje największe problemy w tej chwili.
|
|
Komentarzy:
5
|
|
środa, 02 lipiec 2008, 17:31
|

Witam
Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda, bo wiem że dawno nie pisałam... Ale już piszę.
A więc co słychać? A różnie niestety.
Bronić magistra będę we wrześniu jednak (czego innego mogłam się po swoim lenistwie spodziewać?). Nadal nie znalazłam nowej pracy ( a raczej stałej ) ale chyba sobie na jakiś czas odpuszcze szukanie i zajmę sie pisaniem pracy.... Narazie szukam tylko materiałów ale i tak jestem z siebie dumna , że w końcu sie za to wzięłam... Za to z moim kontaktem z babcia coraz gorzej niestety.... Ona sie na mnie obraża i zochowuje sie dziecinnie i ja też jestem już zmęczona jej zachowaniem... A najgorsze jest to, że zaczynam sie o to kłócić ze skarbem... A konkretnie o mój stosunek do niej i nasz ślub.... Bo jak z nią gadałam przed kłótnią to powiedziała, że pokryje moje koszty po połowie ze skarbem i za moich gości, a teraz to już nie wiem jak będzie... Mama skarba chce sama zapłacić za nasz ślub i wesele, ale to by znaczyło, że będzie ono małe i zresztą mi się ten pomysł nie za bardzo uśmiecha.... No bo jak to tak? Ona wszystko pokryje a ja nic? Juz sama nie wiem co robić.... A prosić babci o pieniądze też za bardzo nie chce teraz, bo powie pewnie, że mi tylko o pieniadze chodzi.... Już mi tak powoiedziała ze 2 tyg temu :(
No więc widzicie troche się dzieje... hmmm a do tego jeszcze nadal źle sie czuje po tym zabiegu i pralka chyba nam sie popsuła... Kicha......
"Boże wiedzieć chcę Czy wszystko ma na pewno sens Ty jedyny wiesz Co komu z nas pisane jest Jak wytłumaczysz mi znów brak współczucia w nas Tak trudno odróżnić nam dobro od zła Czy wiedzieć chcesz, że z każdym mym dniem Bardziej i mocniej ten odczuwam lęk
Co może przynieść nowy dzień ? Dla Ciebie płacz a dla mnie śmiech Co może przynieść nowy dzień ? Dla Ciebie raj a dla mnie śmierć
Pociesz mnie i ucisz mój płacz niech ciszej i ciszej i ciszej sobie łkam"
|
|
Komentarzy:
8
|
|
czwartek, 24 kwiecień 2008, 20:52
|

We wtorek byłam u lekarza i w końcu mam zdjete wszystkie szwy.... Muszę tylko trochę poczekać by sie zagoiły ranki po nich i będę juz chyba całkiem wyleczona. I całe szczęście bo już wymiękam nornalnie.... Miesiąc temu miałam zabieg i już mam dość!
A tak to jakiś mam dziś smutny humorek.... Sama dokładnie nie wiem czemu - nawet uśmiechać mi się nie chce..... Mam nadzieję, że jutro będzie mi lepiej na duszy.
Hmmm a tak to mam takie dziwne myśli ostatnio... Mówiąc szczerze to moja babcia zaczyna mnie okropnie denerwować - i nie chodzi mi teraz o jej marudzenie, ale o jej charakter.... Zawsze uważałam ją za wspaniałą osobę, może troche nadopiekuńczą, ale naprawdę wspaniałą... A teraz dostrzegam w niej strasznie dużo rys... Wiem, że nikt nie jest doskonały i ludzie maja wady - ale zastanawia mnie to, że wcześniej nie wszystko widziałam.... Albo nie chciałam widzieć?... A teraz mnie to troche przeraża... I to nie tylko jej charakter ale i to, że pomimo, że już pół roku mieszkamy oddzielnie to ona nadal ma nademna władzę i jej słowa sprawiaja mi przykrość.... Choć wiem, że ona sie o mnie martwi i uważa, że mówiąc coś robi dobrze, to sprawia mi czasem wielki ból.... A ja nie chcę sie denerwować jej słowami bo czuję, że jeszcze troche i będę czuła do niej wielki żal..... A tak nie powinno się to wszystko skończyć :(:(:(
Ehhh no pomarudziłam tu trochę ale tak mi to leży na sercu od kilku dni...
pozdrawiam :*
|
|
Komentarzy:
10
|
|
wtorek, 15 kwiecień 2008, 14:41
|

Ehhhh..... Dawno nie pisałam...... Jakoś tak nie było kiedy i w ogóle dużo sie działo...
Zaraz w środę po świętach miałam w szpitalu taki pewnin zabieg. Niby nic groźnego i na własne życzenie ale trochę mnie to powaliło. Nie mogłam siedzieć w pionie za bardzo, nawet przy komputerze ( :P ), nie szłam do kiosku przez 2 tyg i w ogóle tylko tak dziwnie kaczym chodem dreptałam w większości po domu.... Teraz jest niby lepiej ale nie do końca wygojona jestem i nadal mnie trochę boli. Ale wróciłam do kiosku i już normalnie chodze :) to chyba dobrze wrórzy. No nic we wtorek za tydz mam wizyte u lekarza kontrolna i mam nadzieję, że będzie miał dla mnie dobre wieści.
10 kwietnia mieliśmy ze skarbem nasz Bal Magisterski. Było bardzo fajnie choć w sumie krótko byliśmy bo do troche ponad 1. he he he Bal mi poprawił humorek bo wszystkim podobała sie moja nowa fryzurka (wyprostowałam włosy a zawsze jestem raczej roztrzepana :) )... Ogólnie miło go wspominamy :)
A z najnowszych świetnych wiadomości to jest taka, że skarb od wczoraj ma nową pracę :):):):) narazie na okres próbny ale myślę, że jakos to się ułoży i będzie ok :) Najważniejsze, że już nie będzie robił tych okropnych nocek itp !!!
No to tak narazie tyle na wstępie... Mam nadzieję, że będę teraz znowu częsciej pisać tutaj :P Pozdrawiam wszystkich co tu jescze zaglądają czasem :P :*
|
|
Komentarzy:
4
|
|
niedziela, 16 marzec 2008, 20:32
|

Wszystko po staremu.....
Wieczór panieński sie udał :) było pare niespodzianek dla panny młodej - "wymyślny" tort i prezenty i myślę, że była zadowolona :) ja tam sie dobrze bawiłam :P a potem poszłyśmy na miasto potańczyć w takich śmiesznych czapeczkach i różkach - wszyscy sie na nas gapili a w klubie dostałyśmy szampana za darmo :P
Skarb nadal szuka pracy.... No nic trzeba być cierpliwym. Magisterki nadal nasze nietknięte są co mnie juz zaczyna martwić i załamałam się swoim lenistwem.... Ale nic od tego tyg zabieram sie choćby za szukanie materiałów....
|
|
Komentarzy:
11
|
|
sobota, 01 marzec 2008, 13:23
|

Niedawno wróciłam z kiosku do domku. Skarb jeszcze sobie śpi po nocce, ale będę musiała go zaraz obudzić niestety... Nadal szuka pracy i jakoś nic nie mozna znaleść. Ogólnie wszystko po staremu. Żadnych nowości. Jak wspominałam jutro idę na wieczór panieński ale okazało się, że będzie nas tylko 4 - nic to powinno i tak być fajnie :) kuzynka opowiadała mi jakie to przyszła panna młoda zamówiła gadżety by ustroić mieszkanie itp i myślę, że będzie dużo śmiechu :P Tak sobie ostatnio myślę jak to będzie po studiach - czy znajdziemy w ogóle jakieś normalne prace? czy uda się wszystko poukładać? czy jednak będziemy wyjeżdżać z kraju?... Bo tak sobie czasem myślimy, że jak nic tu nie znajdziemy to chyba wyjedziemy za granicę. Nie wiem czy na rok, dwa czy na zawsze to sie pewnie jeszcze okaże. he he he no nic to na dzis tylko tyle przemyśleń itp :P pozdrawiam
|
|
Komentarzy:
6
|
|
wtorek, 26 luty 2008, 19:50
|

Już jestem.
Troszkę sie działo: - najpierw zaliczyliśmy ze skarbem to nasze ostatnie zaliczenie i mamy po sesji :) nawet indexy już są w dziekanacie tak więc naukowo i sesyjnie jest ok - teraz tylko musimy zabrać się za magisterki nasze :P - w sobotę byłam okropnie zazdrosna o skarba.... a powodem tego było pożyczenie komputera przez niego koleżance z pracy.... no i za nic na świecie nie mogłam sie opanować i sie troszkę "dyskutując" o tym popsztykaliśmy. a potem było mi głupio, że tak sie zachowałam... no ale kurcze ta ich znajomość troche mnie drażni.... cóż jestem zazdrosna o dobre koleżanki skarba... i zupełnie nie wiem skąd to sie bierze..... - w sobote też miałam spotkanie klasowe podstawówkowe na które przyszło tylko 4 osób.... szkoda słów... a potem na forum klasowym po żarcie kolegi na ten temat wybuchła normalnie autentyczna kłótnia! jestem w szoku i naprawdę czasem nie mogę zrozumieć co niektórych osób. - no a teraz jest ok :) he he he w niedzielę ide na wieczór panieński koleżanki - będzie nas 5 dziewczyn ale myślę, że powinno być fajnie
pozdrawiam :*
|
|
Komentarzy:
3
|
|
niedziela, 17 luty 2008, 20:36
piękny świat :D
|

Jestem szczęśliwa :)
Walentynki minęły pięknie - zaręczyliśmy się :):):):):)
Dżem "tylko ty i ja"
"Chodź, połóż się obok mnie Chcę w księżycu, w księżycu tulić cię Kochać, kochać, kochać tak Bez pamięci
Ale odrzuć siebie Którą nosisz, którą nosisz w dzień I pomóż, bym i ja tak uczynić mógł Pozostańmy tak
ref.: Tylko ty Tylko ja Tylko ty Tylko ja
Nie bójmy się swych ciał Niech się nasycą głodne oczy Rękom swobodę węży daj We dwoje pokonamy strach ....."

|
|
Komentarzy:
4
|
|
sobota, 09 luty 2008, 20:09
Gdybym była........
|

Już jestem.....
Troszkę mi się zapomniało pisać :P Były zaliczenia - zostało nam jeszcze jedno, troszkę różnych spraw, buszowanie po naszej-klasie.... a do tego skarb wciągnął mnie do grania w "Herosów"..... tak więc troszke wieczorami buszowałam swoimi bochaterami w "innym świecie" i podbijałam zamki.... o walkach z potworami nie wspomnę :P U nas ogólnie ok. Skarb nadal szuka pracy a magisterka nie tknięta.... ale po zaliczeniu jak sie zacznie 2 semestr to sie biore do roboty - nie ma głupich, bo potem będzie rzeź.....
Alena ma u siebie na blogu fajną zabawę i postanowiłam do niej dołączyć :) a więc:
Gdybym była : - owocem.................brzozkwinką - kolorem.............błękitnym - zwierzęciem......... kotem - urządzeniam domowym....... radiem - częścią ubrania............ rękawiczkami - książką........... "Tabliczka marzenia" - biżuterią.................. kolczykami - kredką................ świecową - samochodem........ nissanem almerą (błękitnym....) - żywiołem ......lekkim wietrzykiem rozwiewającym włosy - drzewem........... brzozą - napojem............. zieloną herbatą - potrawą.................. pierogami ruskimi - smakiem lodów................. krówkowym - osobą.............. pisarką (i to poczytną :P ) - planetą............... Wenus :P - owadem............. biedronką - środkiem publicznego transportu.................... taxówką - piosenką................ "Co może przynieść nowy dzień" - pora roku......... latem - kwiatem............ niezapominajką - bajką......................... zakończoną słowami " i żyli długo i szczęśliwie...." - miejscem................. plażą nad morzem - podarunkiem................... upragnionym - wspomnieniem................... pierwszego pocałunku - muzyką.................. orientalną, arabską (uwielbiam ją.... zakochałam się i czasem zadziej czasem częściej ale słucham.... nawet teraz pisząc to wszystko :) piękna, zmysłowa, taneczna..... myślę o kursie tańca brzucha :P ) - słodkością...................... czekoladą z nadzieniem

|
|
Komentarzy:
5
|
|
poniedziałek, 28 styczeń 2008, 19:25
|

już jestem :)
Samochód naprawiony i jeździ nasz "rudy" . Jest fajny - mały ale dla nas w sam raz, najważniejsze że ma sprawne radyjko :P
Sesja już prawie zaliczona - został nam tylko 1 fakultet :) powinno pójść sprawnie myślę...
No ogólnie reszta po staremu.... Nowości jakiś dużych nie ma. Skarb może będzie zmieniał prace jak sie uda mam nadzieję - bo biedaczek juz od tych nocek wymięka... A do tego pisanie pracy przecież teraz trzeba będzie zacząć, więc dobrze by było jakby pracował już normalnie w porannych godzinach i się wysypiał.

"Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią A może właśnie teraz Na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera I w czyichś ramionach wylewa łzy Czy pomyślałeś, że to mógłbyś być ty?
Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią A może właśnie teraz, na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera I w czyichś ramionach wylewa łzy Może on, a może ona, najważniejsze, że nie ty.... "
|
|
Komentarzy:
6
|
|
środa, 16 styczeń 2008, 19:31
|

Uwielbiam ten obrazek, który dziś tu załączyłam.... Ma w sobie tyle czułości....
hmmm.... samochód jest ale w warsztacie - okazało się, że trzeba coś tam wymienić... Ta k więc czekamy prawdopodobnie do soboty i być może wtedy będzie można nim juz jeździć.... cóż czekaliśmy na niego tyle czasu to chyba wytrzymamy :)
po tym upadku pozostał mi wielki siniak tak, że nie mogę spać na lewym boku... niemniej wytrzymam :)
a z takich nielubianych wieści to takie, że zaczynają się zaliczenia a ja mam lenia... ehhh.... nie lubię się uczyć - chyba wyszłam już z wprawy. Ale to ostatni rok więc jakoś to przezżyję :p
no to tyle.... nie mam dziś (i od jakiegoś czasu) zbyt filozoficznych przemyśleń (przynajmniej takich które tu się nadają...) więc dziś znowu krótka notka.
|
|
Komentarzy:
5
|
|
niedziela, 13 styczeń 2008, 20:31
|

już jestem znowu :)
z nowinek to tylko tyle, że od piątku mam troszkę nową fryzurkę króra bardzo mi się podoba :) a od soboty mój skarb jest bardzo szczęśliwy bo jest współwłaścicielem samochodu :) o czym od dawien dawna marzył...
z humorkiem u mnie różnie - raz lepiej, raz gorzej....
a dziś to sie wywróciłam na lodzie i troszkę mnie bok boli... cóż za głupotę się płaci - trzeba było nie wchodzić tam gdzie niebezpiecznie :P jakoś to przeżyję z tymi siniakami...
|
|
Komentarzy:
3
|
|
piątek, 04 styczeń 2008, 18:30
|

Mam od paru dni jakiś spadek nastroju..... Jak ja tego nie lubię.... A najgorsze jest to, że sama nie wiem od czego się zaczęło - czy od babci na sylwestrze czy od tych rozmyślań, które były i nadal są we mnie.... A może to babcia wpłynęła na to, że teraz rozmyślam?.... Głupie to.....
A w ogóle to zauważyłam ,że mam nadal problemy z zazdrością..... O skarba i jego koleżanki w pracy - wiem wiem głupie to, bo przecież nie mam powodów i w ogóle nie powinnam ale jakos tak jest :( nie wiem czy pamiętacie ale jakis czas temu pisałam, że moje myśli zostały zatrute i chyba nadal tak jest - nie mogę się tego wyzbyć :( karcenie siebie w myślach i tłumaczenie, że to nie ma sensu nie pomaga albo starcza na jakiś 1-2 dni...... Mam tego dość! Nie wytrzymam dłużej tych myśli..... Jak to pokonać? chyba potrzebuję pomocy.......................
A tak poza tym to miałam odejść z kiosku od stycznia ale szefowa dała mi podwyżkę i ogrzewa go piecykiem gazowym jak są mrozy, więc postanowiłam zostać - najwyżej jak już nie będę mogła wytrzymać czy będę chorować to odejdę.... zdrowie jest ważniejsze od pieniedzy (choć te by się bardzo przydały...)
.
|
|
Komentarzy:
6
|
|
wtorek, 01 styczeń 2008, 19:22
|

No i zaczął się Nowy Rok.....
Szybko ten czas płynie.....
Wiem dawno nie pisałam...Już nadrabiam zaległości: - Wigilia była mieszana - najpierw u mamy skarba a potem kiedy on pojechał do pracy na noc to ja pojechałam do swojej rodziny. Pierwszy dzień świąt spędziliśmy u mamy skarba a Drugi u mojej babci wśród rodzinki. Tak więc święta minęły nam całkiem fajnie myślę. -potem pomiędzy świętami a sylwestrem miałam małą zagwostkę, bo planowałam odejść z kiosku. ale szefowa zaproponowała mi podwyżkę i powiedziała, że na wielkie mrozy to jest tam piec gazowy, co bardziej grzeje niż ten teraz elektryczny, więc po rozmowie ze skarbem postanowiłam zostać i spróbować przeżyć tą zimę jakoś (bo to głównie przez te zimno chciałam zrezygnować). - Sylwester spędziłam z pieskiem u "teściowej" bo skarb miał znowu nockę :( było nawet fajnie więc nie narzekam jakoś to przeżyłam choć było mi ciężko tak naprawdę..... Dzisiaj już jestem w domku a skarb ma kolejną nockę.... Mam tylko nadzieję, że za rok spędzimy ten dzień razem.
No to w skrócie tyle u mnie... Mogę jeszcze dodać by tak trochę ponarzekać, że przez święta myślałam, że moja babcia się w końcu zmieniła i pogodziła sie z tą sytuacją, ale niestety pomyliłam się - wczoraj wieczorem znowu mi odwinęła numer taki bym sie poczuła winna wszystkiemu co u niej sie złego dzieje...... To jest bardzo smutne - bo ona szkodzi naszym relacjom z własnej winy, a mnie chce zapędzić w wielkie poczucie winy... Jeszcze trochę a jakieś wrzody żołądka załapię :(
Ehhh a dziś załapałam nastrój jakiś taki filozoficzny... I zaczęłam się zastanawiać i myśleć - nie lubie tego bo potem mam głupie pomysły.

"Jaki ranek, taki dzień - nie dziwi nic Jaka woda, taki brzeg - nie dziwi nic Jaka pościel, takie sny - nie dziwi nic Nawet to co jest
Jakie serce, taki lęk - nie dziwi nic Jaka słabość, taki grzech - nie dziwi nic Jaka kieszeń, taki gest - nie dziwi nic Nawet to co jest
Jaka róża, taki cierń - nie dziwi nic Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic Jakie życie, taka śmierć "
|
|
Komentarzy:
2
|
|
niedziela, 23 grudzień 2007, 13:45
|

ehhh no znowu dawno nie pisałam...
zalatana jestem jakaś czy coś.... i "nasz-klasa" mnie bardzo pochłania w sumie... ale obiecuję, że po świętach napiszę co u mnie słychać i w ogóle jak te święta minęły itp :)
pozdrawiam Was serdecznie i całuję mooocno :*
|
|
Komentarzy:
5
|
|
| << | Luty 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | | | | |
Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
3921
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
603
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
8
|
|

" Nie płacz w liście Nie pisz, że los Ciebie kopnął...
Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia. Kiedy Bóg drzwi zamyka-to otwiera okno.
Odetchnij, popatrz...spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia...
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju....
i zapomij,że jesteś gdy mówisz, że kochasz.... "
Mój przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej żony i wyjął z niej mały pakiecik owinięty w bibułkę. To - powiedział - nie jest zwykle zawiniątko - to jest Jej bielizna osobista. Wyrzucił opakowanie ukrywające zawartość i przyjrzał się jedwabnej, wykończonej koronką bieliźnie. Kupiłem to Jej, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku 9-10 lat temu, nigdy jej nie założyła, czekała z tym na jakąś specjalną okazję! Więc dobrze - powiedział, dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja. Zbliżył się do łóżka i ułożył bieliznę przy jej głowie, obok innych rzeczy. Niedługo zacznie ubierać ją do trumny. Po krótkiej chorobie wczoraj zmarła. Potem patrząc w moją stronę powiedział: każdy dzień, który przeżywasz jest tą specjalną okazją. Nasze okazje już minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego na potem. Te słowa zapadły mi w pamięć, mam ciągle na myśli - one zmieniły moje życie. Teraz więcej czytam, a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i rozkoszuję się urodą okolicy bez poczucia winy, ze nie wypieliłem ogródka. Spędzam więcej czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej pracuję. Zrozumiałem, że życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości, a nie próbować je przetrwać lub ścierpieć. Już niczego nie odkładam na potem, piję codziennie z moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam nowe ubranie na zakupy w supersamie, jeżeli tylko zdecyduję, że mam na to ochotę. Nie zachowuje moich najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko używam ich codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie. Zdania zaczynające się od "pewnego dnia", "kiedyś" znikają z mojego słownika. Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub przeżycia, chcę to zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz. Nie wiem co zrobiłaby żona mojego przyjaciela, gdyby wiedziała, że nie będzie jej tu dzisiaj między nami i przyjmujemy to z jaką nieświadomą lekkością, mam nadzieję, że poszłaby zjeść do restauracji chińskiej - jej ulubionej. To te malutkie nie zrobione rzeczy najbardziej by mnie bolały, gdybym wiedział, że moje godziny są już policzone. Byłbym niepocieszony, że przestałem widywać się z moimi dobrymi przyjaciółmi odkładając to na "najbliższy czas", że nie napisałem listów, które miałem zamiar posłać już jutro. Byłbym niepocieszony i smutny, że nie mówiłem wystarczająco często moim braciom i dzieciom jak bardzo je kocham. Od już i teraz nie staram się opóźnić, przeczekać ani wstrzymać niczego co mogłoby wprowadzić mnie w dobry humor, dać powód do radości i śmiechu, i każdego dnia powtarzam sobie, że dzień dzisiejszy jest wyjątkowy. Każdy dzień, każda godzina, każda minuta - nią jest! "

|